_
_
_

Wizyta Mistrza

P. S.

Dawno temu w Syracuse, w stanie Nowy Jork, zaprzyjaźniłem się z człowiekiem który kiedyś miał tajemnicze spotkanie z założycielem Eckankar, Paulem Twitchellem. Kiedy byłem z wizytą u niego w tym mieście, pewnego wieczoru zapytał czy może opowiedzieć mi pewną historię. Powiedział że to jedyny cud jakiego jest pewien w tym życiu.

Kiedy przytłumionym głosem rozpoczął swą relację, pochyliłem się ku niemu. Oczy błyszczały mu gdy mówił, „To jest dokładnie to co pamiętam z tamtego dnia dziesięć lat temu.” Jego szczerość poruszyła mnie głęboko.

Gdzieś w 1969 mój przyjaciel, którego nazwę John, natrafił na książkę o życiu i czasach Paula Twitchella. Tytuł wzbudził jego ciekawość, zakupił i przeczytał In My Soul I Am Free [W Duszy jestem wolny]; wywarło to na nim niezatarte wrażenie.

Minęło kilka lat, podczas których John miał poważne kłopoty z sercem. Słabe zdrowie w końcu zmusiło go do zmniejszenia obciążenia pracą i podjął zajęcie jako strażnik w biurowcu w Syracuse.

John często myślał o fascynującej historii Paula Twitchella i nie wiedział jak ugasić to palące zainteresowanie duchowym Mistrzem.

W końcu w styczniu 1974 r. usiadł i napisał list do Paula na adres Eckankar. Skromnie poprosił o pomoc w chorobie serca, oraz o więcej informacji o Pradawnej Sztuce Podróży Duszą. Zamówił także The Flute of God [Flet Boga], inną książkę Paula.

22 stycznia 1974, nieco po szesnastej, John jak zwykle był w pracy z kolegą, kiedy jakiś mężczyzna wszedł do budynku i podszedł do obydwu strażników.

Nieznajomy miał na sobie jasnoniebieską koszulę i jasnoniebieskie spodnie. John zwrócił uwagę na mężczyznę jak tylko ten wszedł do ruchliwego lobby, ponieważ był ubrany tylko w lekką kurtkę. Jego ubiór nie był odpowiedni na chłodne zimy w Syracuse. Kiedy John obserwował go, mężczyzna podszedł prosto do nich zapytać gdzie są telefony.

Następnie ściskając ręce obydwu strażników jakby w impulsie, zapytał czy kiedykolwiek otrzymali irlandzkie błogosławieństwo.

W tym miejscu opowieści John zrobił dygresję, wyjaśnił że zawsze interesował się wszystkim co irlandzkie, czy to był irlandzki żart czy piosenka, chociaż sam nie był irlandzkiego pochodzenia.

Uśmiechając się, przyjaciel wstał by podłożyć do ognia w swoim przytulnym pokoju i dalej kontynuował opowieść.

„Nieznajomy stojąc przed nami rozpoczął to irlandzkie błogosławieństwo, lecz nie mogliśmy zrozumieć żadnego słowa jakie wypowiadał. Nie wiem w jakim języku mówił. Ale była w tym facecie taka niezwykła intensywność; promieniował ciepłem i miłością kiedy mówił.”

Wyraźnie poruszony, John przerwał opowieść i wziął głęboki oddech. „Kiedy człowiek w niebieskim skończył to irlandzkie błogosławieństwo, podszedł bliżej i nacisnął ręką na moją pierś – prosto na serce. Czas zdawał się zatrzymać na chwilę. Potem zapytał po raz drugi gdzie są telefony, jakby nie stało się nic niezwykłego. Opuścił budynek nie zbliżając się do telefonu.”

Johnowi i jego koledze nie drgnął żaden mięsień podczas tego wyjątkowego wydarzenia. Byli pochwyceni przez niezwykłość tej ulotnej chwili i osoby która ją wykreowała.

Zaraz następnego dnia nadszedł pocztą do Johna egzemplarz The Flute of God. Spojrzawszy na tylną okładkę, zadziwił się. Autor wyglądał dokładnie jak ten gość co wczoraj tak dziwnie się zachowywał w lobby!

Podczas weekendu przyjaciel doświadczał skutków wizyty nieznajomego. Jego choroba zniknęła; rytm serca był silny i miarowy po raz pierwszy od lat. Przeczytawszy The Flute of God od deski do deski, John wsunął go do kurtki aby w poniedziałek pokazać koledze.

Jak tylko przyszedł do pracy, wyciągnął książkę i ponownie przypatrywał się okładce. Podał ją swemu współpracownikowi, pytając zwyczajnie, „Widziałeś kiedyś tego faceta?”

„Jasne,” odpowiedział kolega, „To ten facet co tu był w piątek po południu. A kto to jest?”

John tylko pokiwał głową i uśmiechnął się. Życie Paula Twitchella w fizycznej formie skończyło się prawie dwa i pół roku wcześniej, 17 września 1971 r.

Jesteś tutaj:
Eckankar w PolsceCo to jest EckankarECK MistrzowiePaul Twitchell → Opowiadanie P.S.