_
_
_

Zostałem uzdrowiony we śnie

M. K.

Dziesięć lat przed znalezieniem Eckankar byłem ciągle chory. Cierpienie zaprowadziło mnie do wielu szpitali i zielarzy, lecz próżne było moje poszukiwanie. Byłem nieszczęśliwy, samotny i przygnębiony. Przyjaciele i niektórzy krewni unikali mnie. Mimo moich modlitw zdrowie pogorszyło się tak bardzo, że było mi trudno mówić. To jeszcze bardziej powiększyło moją samotność.

Kiedyś gdy czułem się bardzo źle, poszedłem spać i śniłem. Sen zatrzymał się kiedy się zbudziłem by iść do pracy. Kolejnej nocy sen potoczył się dalej od miejsca gdzie się zatrzymał. Sen ten dział się przez trzy noce. Oto historia która się rozegrała.

Zbudziłem się w moim śnie, idąc spacerem białą ulicą. Jakiś głos zawołał moje imię. Bez wahania poszedłem za głosem. Dochodził z odległego miejsca, które zmieniło się w olbrzymią białą salę. Kiedy szedłem w kierunku sali, jakieś wielkie drzwi otworzyły się dla mnie. Wewnątrz budynku trzech mężczyzn siedziało wkoło wielkiego, pięknego stołu. Światło zbyt olśniewające dla moich oczu było przy tym stole. Podszedłem do mężczyzn i stanąłem z pochyloną głową.

Pierwszy mężczyzna skłonił się na powitanie i przemówił. „Witaj moje dziecko. Zaczynasz teraz swoją podróż. Zależy od ciebie czy ją zrealizujesz czy nie.

„Twoja wijąca się droga jest pomalowana na biało. Wiedzie przez rzeki i oceany i zaprowadzi cię do małego, białego domu.”

Drugi mężczyzna powiedział: „Kiedy dotrzesz do domu, powiedz to słowo, później zapukaj do drzwi, a one się otworzą.” Wypowiedział pewne słowo.

Trzeci mężczyzna wskazał na moją prawą stronę by pokazać mi, że czekał na mnie koń objuczony kocami, wodą i jedzeniem. W pobliżu jakiś mężczyzna i jego koń stali w bezruchu, gotowi towarzyszyć mi w mojej długiej podróży. Nie wiedząc jak to się stało, znalazłem się już na grzbiecie konia. Rozpoczęła się moja podróż.

Jeździec nigdy nie wypowiedział słowa. Wiedział, kiedy chciałem wody czy jedzenia. Nasza podróż zajęła wiele lat. Byłem słaby i chory przez całą drogę.

Ponownie nie wiedząc jak to się wydarzyło, znalazłem się stojąc przed drzwiami jasnego białego domu. Mój koń i towarzysz rozpłynęli się w powietrzu. Stałem sam. Ogarnął mnie strach, lecz wówczas przypomniałem sobie słowo które dał mi drugi mężczyzna w sali. Wypowiedziałem to słowo i zapukałem. Drzwi otworzyły się i wszedłem.

Dom był biały również w środku. Spojrzałem w dół i zobaczyłem że gruby biały ręcznik okrywa całe moje ciało. Ogarnęła mnie radość kiedy cała moja słabość przemijała.

Dwie przezroczyste istoty ze skrzydłami stały po każdej stronie wanny wypełnionej mieniącą się błękitną wodą. Poprosiły mnie bym tam wszedł. Kiedy kąpałem się, moja uwaga była na ich pięknych, śnieżnobiałych skrzydłach. Kiedy wyszedłem z wanny, pokropiły moje ciało czymś z małych pojemniczków, które trzymały. Byłem owinięty w iskrzący się biały ręcznik. Skierowały mnie do człowieka siedzącego w odległym końcu budynku.

Ta wielka istota była ubrana w bordową szatę. Na głowie miała turban z białej tkaniny. Przyciągany ku tej promiennej istocie, skłoniłem się i uklęknąłem przed nią by wysłuchać co ma mi do powiedzenia.

Podniósł rękę z błogosławieństwem i powiedział: „Wracaj do świata i skończ swoją pracę.” Kiedy zbudziłem się, niektóre bóle opuściły moje ciało. Zaczął się proces zdrowienia.

Lata później, kiedy wstąpiłem do Eckankar, rozpoznałem tę wielką istotę która posłała mnie z powrotem na ziemię jako ECK Mistrza Fubbi Quantza. Odpowiada on za klasztor Katsupari w północnym Tybecie.

Od kiedy znalazłem Eckankar, teraz w pełni cieszę się życiem. Każdego dnia swego życia idę w Świetle i Dźwięku Boga.

Jesteś tutaj:
Eckankar w PolsceCo to jest EckankarECK MistrzowieFubbi Quantz → Opowiadanie M.K.